piątek, 6 maja 2016

Cyber Mess 2113 - cz. 2

Dziś kolejna grafika z serii CM 2113. Przedstawiam Theresę Collins, bardzo znaczącą postać w opowiadaniu. Niech Was nie zwiedzie ta niewinna minka :) A poniżej ciąg dalszy historii spisanej przez Krystiana P., czyli jak to się zaczęło...
Poprzednia część TU.


Chojnice, 31.12.2112 r.
Pod budynek Shira Space Technology podjechała limuzyna, z której wysiadł elegancko ubrany mężczyzna. Idąc w kierunku wejścia, poprawił płaszcz. Zatrzymał się przed szklanymi drzwiami i zapukał w nie, zwracając uwagę strażnika. Ochroniarz siedzący za biurkiem, rzucił okiem na szereg monitorów. Na jednym z nich widniał uśmiechnięty lekko mężczyzna.
- Coś się stało, panie Kowalski? – zapytał, poznając mężczyznę, z którym pożegnał się parę godzin wcześniej.
- Jasiu, zapomniałem zabrać z biurka prezent dla żony. Wpuść mnie.
- Wie pan, że nie mogę. Bardzo bym chciał, ale nie mogę.
- Pięć minut, bo mnie żona zabije.
- No dobrze – wcisnął przycisk.
Tuż przed Kowalskim wysunął się ze ściany czytnik linii papilarnych oraz siatkówki oka. Pewny siebie poddał się testowi. Strażnik widząc, że wszystko się zgadza, otworzył drzwi. Pracownik instytutu wolnym krokiem przeszedł przez hol do windy. Winda zatrzymała się na dwudziestym piętrze. Mężczyzna przeszedł korytarzem do swojego gabinetu. Tam, miast szukać wspomnianego prezentu, zasiadł za na fotelu i włączył komputer. Program strażniczy zapytał o hasło. Podłączył do stacji pendrive, a zapisany na nim system dekodujący zalogował kod. W ciągu następnych kilkunastu sekund przeszukiwał pliki, a gdy znalazł te, których szukał, zapisał je na dysku. Kowalski wyłączył komputer i podszedł do ściany. Skrzywił się na widok surrealistycznego obrazu jakiegoś nowego malarza. „Szmelc! Co za kretyn coś takiego powiesił?!” – pomyślał.
Zdejmując obraz, spojrzał na sejf. Przystawiając telefon komórkowy do cyfrowego zamka, uruchomił szyfrator. Rygle puściły i drzwiczki otworzyły się. Mężczyzna schował telefon, drugą ręką penetrując sejf. Bez chwili wahania włożył do kieszeni kilka paczek banknotów. Zabrał także leżący obok mikroprocesor, znalazł to po co przyszedł.
Minutę później ponownie pojawił się w holu. Strażnik uśmiechnął się:
- Znalazł pan?
- Tak – podniósł do góry dłoń, w której trzymał czarne pudełko. – Dziękuję, że mnie wpuściłeś. Uratowałeś mi życie.
- Nie ma, za co. Życzę panu miłego wieczoru.
- Nawzajem, Jasiu, nawzajem.
Kowalski opuścił wieżowiec i wsiadł do czekającej limuzyny.
- Dokąd teraz? – spytała młoda dziewczyna, siedząca za kierownicą.
- Wracamy do „Elity”.
Kiedy samochód ruszył. Kowalski ściągnął z dłoni rękawiczki ze sztucznej skóry, po czym zdjął z twarzy gumową maskę. Oblicze podstarzałego mężczyzny zastąpiła twarz przystojnego młodzieńca. Przyglądająca się temu dziewczyna nie mogła uwierzyć własnym oczom. Dzięki syntetycznej skórze można zostać kimkolwiek się chce.

***

Dziesięć minut później do gabinetu Angeli wszedł mężczyzna, który jeszcze parę minut temu podawał się za Kowalskiego.
- Tom! – zawołała sekretarka. – Co ty tu robisz?
- Tak bardzo bym chciał powiedzieć, - kobieta spojrzała na niego dziwnie. Wtedy przypomniał sobie, że zapomniał zdjąć z krtani plaster z syntezatorem głosu. Ściągając go włożył do kieszeni - że przyszedłem do ciebie. – Powiesił płaszcz na wieszaku.
- Ale nie możesz.
Podszedł do dziewczyny siedzącej za biurkiem. Widząc, że ma założoną suknię balową, stwierdził:
- Więc idziesz na bal?
- Tak...
- Rezerwuję sobie pierwszy taniec – wpatrywał się w jej piękną, długą szyję. - Czegoś mi tu brakuje – uśmiechnął się.
Wyjął z kieszeni czarne pudełko i wręczył je dziewczynie. Otwierając je zobaczyła złoty łańcuszek.
- To dla ciebie – powiedział. – Spóźniony prezent gwiazdkowy.
„Przecież nie powiem jej, że kupiłem go w razie jakiejś wpadki” – pomyślał.
- Jest piękny... Dziękuję.
- Pamiętaj: pierwszy taniec – nagle zmienił ton. – Jest szefowa?
- Jest sama, kazała nikogo nie wpuszczać.
- Mnie przyjmie.
Sekretarka z wahaniem nacisnęła guzik interkomu.
- Przepraszam, że przeszkadzam, pani Collins, ale przyszedł Kuehn (czyta się Kin).
- Wpuść go!
Nim wszedł do biura, obrócił się do Angeli.
- Do zobaczenia na balu. – Sekretarka uśmiechnęła się ciepło.
Gabinet był pusty. Mężczyzna podszedł do biurka, na którym położył zdobyte akta i procesor. Wtedy dobiegł go głos z sąsiedniego pokoju.
- Jak poszło? – odezwała się Theresa Collins.
- Bezproblemowo, proszę pani.
- To dobrze – kobieta wyszła z sąsiedniego pokoju.
Kuehn przyglądał się niefrasobliwie swojej atrakcyjnej szefowej, jak usiłowała dopiąć błyskawiczny zamek wieczorowej sukni.
- Przestań się gapić i pomóż mi.
Podwładny podszedł do swojej pracodawczyni. Stojąc z nią twarzą w twarz, objął ją i chwycił za zamek. Jednak zamiast go zapiąć, otworzył bardziej...
Tekst Krystian P., korekta Marek Gratkiewicz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz