niedziela, 29 maja 2016

Cyber Mess 2113 - cz. 3

Na dzisiejszej grafice - Pierwszy. Postać pojawi się w opowiadaniu nieco później, ale co tam, wrzucam dziś. Ino nie zdradzam szczegółów ;p
Poniżej standardowo kolejna, trzecia część opowiadania.
Część druga, jakby kto szukał, TU.


W reprezentacyjnej, odświętnie przybranej hali „Elity”, jak co roku odbywał się uroczysty bankiet. W ogromnej sali wieżowca zebrali się wszyscy pracownicy, by jak co roku, hucznie powitać nadejście nowego. Przez roztańczony tłum przeciskał się z trudem Azazel Aryman – główny udziałowiec „Elity” i jeden z założycieli tego ekonomicznego kolosa.
Kiedy dotarł na scenę, orkiestra zakończyła utwór.
- Przepraszam, chciałbym państwa prosić o chwilę uwagi – zwrócił się do rozbawionych gości.
Zaciekawieni ludzie obserwowali Azazela. Ten przyglądał się przez chwilę ozdobnemu, stylowemu zegarowi wiszącemu na przeciwległej ścianie. Spojrzał na swoją publiczność.
- Już za dziesięć minut przestanę być waszym szefem. Chciałbym wam powiedzieć, że będzie mi was bardzo brakowało... – zrobił efektowną pauzę. – Ale tylko troszeczkę!
W sali rozległ się ogólny śmiech.
- Przez wiele lat pracowaliśmy na dobro firmy i miasta. Mam nadzieję, że zapamiętacie mnie jako dobrego, ale i surowego diabełka – ponownie rozległ się śmiech. – Nie przedłużając nowym przewodniczącym Rady został... – starzec rozejrzał się po sali.
W głębi zobaczył członków Rady, usadowionych przy barze. Stojący tam Malinowsky, Patch, Wróblewsky i Matheas ze zniecierpliwieniem czekali na ogłoszenie wyników. Jednak Aryman spojrzał w przeciwnym kierunku, gdzie usadowili się pozostali członkowie Rady.
- ...została moja córka, Theresa Collins! Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! – kilka gwizdów zagłuszyła burza oklasków. Strzeliły korki szampanów.
W kierunku Theresy dyskretnie pochylił się siedzący obok Wiesław.
- Gratuluję kochanie, zawsze tego pragnęłaś – pocałował ją w policzek mąż.
- Tak, zawsze tego chciałam – odparła, z szyderczym uśmiechem patrząc na resztę Rady.

II

Choć było to wczesne kwietniowe popołudnie to pięciogwiazdkowa restauracja pękała w szwach od nadmiaru gości. By zjeść w tym ekskluzywnym lokalu trzeba zrobić rezerwację co najmniej na pół roku naprzód. Jednak to dotyczyło jedynie zwykłych śmiertelników. Dla Radnych zawsze było wolny stolik. Tym razem na obiedzie spotkali Collins z Arymanem. Gdy spożywali główne danie rozdzwonił się telefon Wiesława. Chwycił za aparat gdzie widniał napis…
- Theresa – wyszeptał do współbiesiadnika. – Tak kochanie?
- Zaraz mnie cholera weźmie.
- Ale co się stało? – niecierpliwił się.
- Kolejny ochroniarz Issy zrezygnował z pracy.
- Uspokój się, zajmę się tym.
- Mam nadzieję, bo wyślę ją do klasztoru.
- Lepiej nie, co ludzie powiedzą. W życiu nie widziałem księdza, który byłby wielki jak szafa i dobrowolnie łysy.
Theresa parsknęła śmiechem, po czym się rozłączyła. Azazel z ciekawością patrzył na syna.
- Czeka mnie konkurs piękności – powiedział z uśmiechem Wiesław – na ochroniarza dla Issy. Najwięksi twardziele z naszej ochrony przy niej miękną. Chyba oddeleguję kogoś od zadań specjalnych. Może ktoś pokroju Kuehna da sobie rade.
- Lepiej nie, jeszcze kogoś pozabijają. Wtedy to zaczną się problemy.
- To nie zostanę za szybko dziadkiem.
Obaj panowie roześmiali się nagłos.
- Mam lepszy pomysł – zasugerował Aryman. – Ostatnio znajomy polecił mi kogoś. Młody i zdolny, a nazywa się Pit Jansson.
- Co o nim wiesz?
- Zdolny informatyk, zwłaszcza jeżeli chodzi o systemy zabezpieczeń.
- Informatyk? Przecież ona zje go żywcem!
- Nie skończyłem jeszcze. Po szkole zwerbował go wywiad. Podobno przeszedł pełne szkolenie, ale długo tam nie przesiedział. Kiedy rząd obciął fundusze agencji, zwolnili Pita.
- Pamiętam tę decyzję. Co za głupota, należało zwiększyć budżet. Wywiadu nigdy za mało.
- Wracając do Janssona, ktoś znający jego możliwości zatrudnił go w Biurze Ochrony Rządu. Tam znów zajął się zabezpieczeniami. W dzień pracował jako ochroniarz Ministra Obrony, a w wolnych chwilach usprawniał zabezpieczenia Pałacu Prezydenckiego i paru innych instytucji. Tych znanych, a przede wszystkim tajnych. Kiedy zmienili ministra odszedł.
- Skąd ty tyle wiesz o nim?
- A myślisz, że podczas golfa z byłym ministrem co robimy? Plotkujemy jak przekupki na targu.
- Co teraz robi ten Jansson?
- Jest wolnym strzelcem w Bydgoszczy. Tak na marginesie urodził się w Chojnicach i razem z Kuehnem znają się od dzieciaka – po chwili przerwy. – Sam chciałem go wynająć, ale mojej wnuczce chyba się lepiej przysłuży.
CDN.

Tekst Krystian P., korekta Marek G.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz