piątek, 5 maja 2017

Cyber Mess 2113 - cz. 10

Jedziemy dalej - 20-sty rozdział opowiadania i kolejna z plansz przedpotopowego, cybermessowego komiksu (może go kiedyś udostępnię w całości... albo lepiej nie :P).


Co do muzyki, wiem, teledysk nie z tej bajki, ale kawałek jak najbardziej się nadaje :)


Poprzednia część opowiadania TU.

XX

Po kilku godzinnym przeglądaniu danych, zauważył w raporty między Reske a Radą na temat "Projeckt-01". Zaczął drążyć temat. Odnalazł na serwerze wszelkie dane i po przeczytaniu ich pobladł. Jego przyjaciel umarł aby mógł narodzić się Pierwszy.
Nagle rozległ się dźwięk telefonu. Nie patrząc na ekran, odebrał aparat.
- Słucham?
- Panie Jansson - odezwał się piękny kobiecy głos. Pit zerknął na wyświetlacz ujrzał napis Angela. - Jest pan niezwłocznie proszony o przybycie do gabinetu pani Theresy.
- Coś się stało?
- Chodzi o panienkę Issę...
- Będę za pięć minut - zamknął laptopa i prawie biegiem ruszył ku drzwiom.
+++

Pit przez całą drogę, aż do momentu wejścia do gabinetu Theresy zastanawiał się o co chodzi?
- Co się stało?
Jansson zauważył płaczącą Issę. Wtulona w ramiona ojca zachowywała się jak skrzywdzona pięciolatka.
- Co się stało? – powtórzył.
Radna stanęła przed ochroniarzem córki.
- Jakiś czas temu o mały włos moja córeczka nie została zabita. Jakiś szaleniec zaatakował samochód, w którym jechała – zwracając głowę na dziewczynę rzekła. – Kierowca nie żyje.
- Na szczęście jest cała i zdrowa – dodał Wiesław.
Collins pogłaskała córkę po głowie.
- Tak, ale tylko dzięki – zawahała się na chwile nie wiedząc jaka nazwę wybrać – Kuehnowi. Powinnam cię zwolnić, ale to nie twoja wina, że nie byłeś z nią. Sami na to pozwoliliśmy.
- Zresztą nie mam, kim cię zastąpić – wtrącił Collins.
Znów dotknęła jej.
- Mam nadzieja córeczko, że odwołasz jutrzejszy występ na pokazie, a przede wszystkim ta głupia wycieczkę.
- Ależ mamo – Issa spojrzała na matkę błagalnie. – Obiecałam Armaniemu, że wystąpię.
- Przepraszam, że się wtrącam. Ale jaki pokaz i jaka wycieczka.
Rodzina Collinsów spojrzała na zaskoczonego Janssona.

XXI

Tom leżał w swojej „trumnie” regenerując baterie potrzebne do jego funkcjonowania. Gdy z sąsiedniego pokoju rozległ się huk.
- Nic mi się nie stało – usłyszał głos Emy.
Jednak cyborg wynurzył się ze substancji regeneracyjnej i jednym susem wyskoczył ze słoja. Robiąc to odłączył przy tym kable zasilające. Wolnym krokiem udał się do dużego pokoju, gdzie ujrzał swoja „dziewczynę” klęczącą na kolanach wśród rozsypanych fotografii i książek.
Reske przyglądała się dość zniszczonej książce w czerwonej okładce, nie wierząc przeczytała tytuł na głos:
- J. D. Salinger „Buszujący w zbożu.”
Kiedy zobaczyła Pierwszego pospiesznie wrzuciła ją do pudła, z którego wypadła. Jednak, gdy stanął nad nią zaczęła się tłumaczyć:
- Ja nie chciałam! Wyjmowałam z szafy moje rzeczy wtedy wyleciał karton. Ja nie chciałam.
- Nic się nie stało – uklęknął przy niej pomagając schować zdjęcia.
- Nie. Tom?
- Tak.
- Kim ona jest? – podała mu fotografię, na której stał z piękną brunetka. – Ona jest na większości tych zdjęć.
Kuehn spojrzał uważnie na kobietę z fotografii. Zapewne gdyby był jeszcze człowiekiem poczułby smutek i żal. Chciałby nawet zapłakać, lecz nie może. Jest teraz maszyną, a maszyny nie maja uczuć.
- Jeśli nie chcesz nie musisz mówić – zrozumiała, co oznacza ta długa cisza.
- Agnieszka – dopiero po chwili udało mu się wydusić resztę – moja narzeczona.
- Czy ty ... – spojrzała niepewnie.
- Mieliśmy się pobrać, ale gdy wróciłem z więzienia jej już nie było. Zostawiła tylko kartkę, że odchodzi a przede wszystkim, że nie mam jej szukać.
- Ale szukałeś.
- Tak – nie znalazłem.
- Kiedy to było.
- Trzy lata temu...
Do Toma powróciły wspomnienia, dlatego też szybko opuścił pokój i zamknął się szczelnie w „trumnie”. Kuehnowi zdawało się, że samotność i otaczająca ciemność odsuną wspomnienia. Jednak im dłużej pozostawał w tym stanie czuł się coraz gorzej. Za sprawą jednej fotografii powróciły wspominki o cudownej miłości, a zarazem największym koszmarze – wstąpienie do „Elity”.
Pamiętał jak wykonał tamto zdjęcie – jej ostatnie zdjęcie. Byli wtedy na pikniku w parku, lecz cudowne chwile przerwał im telefon. Miał się stawić na komisariacie, by wraz ze swoimi podwładnymi udać się na akcję. Oczywiście ona prosiła bym został, ale ja nie mogłem. Ja kochałem moją prace, a przede wszystkim „wypady”. Dlatego też po gimnazjum wstąpiłem do szkoły o profilu policyjno – wojskowym. Tam zdobyłem wykształcenie i przydomek szaleńca, ten który rzucał się w wir kul. Dzięki swoim wykładowcom po skończeniu szkoły dostałem się do „grupy specjalnej” – SWAT. Za sprawą mojego szaleństwa i umiejętnościom zdobyłem uznanie zwierzchników, którzy po rocznej pracy w policji awansowali mnie na dowódcę grupy.
I tym razem moja „grupa śmierci” jak ją nazywano, miała przeprowadzić kolejną wyprawę. Mieliśmy tylko wejść pierwsi, zatrzymać podejrzanego i uwolnić porwana dziewczynę. Lecz nie wszystko poszło według planu. Po cichu weszliśmy do domu. Poruszając się jak cienie odnaleźliśmy porywacza zabawiającego się z jedenastoletnią dziewczynką, którą przywiązał do łóżka. Czułem jak burzy się we mnie krew, to było obrzydliwe. Zabiłbym takiego bez skrupułów. Gdy krew zalała mózg ruszyłem pierwszy. Nawet teraz nie wiem, dlaczego uderzyłem porywacza kolbą shotguna w tył głowy, a gdy opadł bezwładnie zrzuciłem go z dziewczynki. Część grupy skuła nieprzytomnego mężczyznę, a reszta uwolniła malutka kobietkę. Wtedy uważałem, że sprawa została zakończona.
Skąd mogłem wiedzieć, że tak się nie stało. Wieczorem leżąc przytulony do Agnieszki miałem przed oczami scenę gwałtu. To było okropne żałowałem, że go wtedy nie zabiłem i tak się stało, chociaż jeszcze o tym nie wiedziałem.
Rano przyjechał komendant i aresztował mnie. Jak się dowiedziałem porywacz zmarł od silnego uderzenia w tył głowy, które spowodowało wylew do mózgu, a konsekwencji śmierć. Policja nie chcąc rozgłosu sprawiła, że sąd skazał mnie na 5 lat pozbawienia wolności za nadużycie władzy podczas aresztowania wywołane silnym wzburzeniem. Tego właśnie dnia po raz ostatni widziałem Agnieszkę, która ze łzami w oczach opuszczała salę sądową.
Pierwszego dnia pobytu w więzieniu odwiedziła mnie Collins. Opowiadała jak przez wiele lat obserwowała moje poczynania, zachwalając moje umiejętności. Kiedy kazałem jej przejść do rzeczy zaproponowała mi wolność, ale w zamian za nią miałem dla niej pracować. A ja chciałem być wolny, chciałem wrócić do Agnieszki. Więc się zgodziłem. Nie wiem jak to zrobiła, ale następnego dnia byłem wolny. Gdy wróciłem do domu jej już nie było, a Theresa nie tracąc czasu wysłała mnie na roczne szkolenie. Tam przeżyłem PIEKŁO. Zniszczyli we mnie wszystko, w co wierzyłem będąc policjantem, tworząc kolejną maszynę do zabijania. Maszynę, maszynę...

XXII

W czasie, gdy Reske chowała zdjęcia do pudła zadzwonił telefon. Tak jak przypuszczała po drugiej stronie odezwała się jej asystentka, która przekazała „wolę” Collins. Miała zjawić się z Pierwszym w „Elicie”. Nie mogąc się temu przeciwstawić oboje udali się do siedziby. Podczas podróży nie zamienili ze sobą ani jednego słowa, czuła jaki panuje w nim smutek.
Kiedy wysiedli z windy na poziomie czwartym, wokół Emy zaroiło się od lekarzy, asystentów i mechaników, którzy zaczęli z nią dyskutować o ostatnich wynikach cyborga.
Natomiast Tom słysząc po raz kolejny podobna rozmowę poczuł się jakby był jakąś rzeczą a nie człowiekiem. „Przecież nie jestem człowiekiem, jestem cyborgiem, jestem maszyną. Zwykłą rzeczą, ale przecież myślę, podejmuję decyzje. Zachowuję się jak człowiek, więc co to znaczy być człowiekiem?” – pomyślał.
Jeden z lekarzy wskazał na drzwi i poprosił żeby zaczekał w tym pokoju. Kuehn wszedł do pomieszczenia. Zastanawiając się, czym jest nie zwrócił nawet uwagi, że pokój był dość obszerny i kompletnie pusty.
„Według chrześcijaństwa być człowiekiem znaczy posiadać duszę. A co to jest dusza? Wielu ludzi uważa, że dusza to świadomość podejmowania decyzji, własna wola, odróżnianie dobra od zła. Więc mam jeszcze duszą?”
Nagle światła rozświetlające salę zgasły, a panująca ciemność otrzeźwiła cyborga. Rozglądając się dookoła, widział tylko mrok. Wtedy rozległ się odgłos otwierających drzwi. Tuż przednim pojawiły się w oddali dwa czerwone światełka, które powoli zbliżyły się do niego. Wtedy przyspieszyły, a nagle włączone światła oślepiły na kilka sekund Pierwszego. Kiedy przestroiły się kamery zobaczył uderzającego go robota. Nie było już czasu na obronę, więc przyjął cios, który rzucił nim o ścianę. Podnosząc się zdołał zablokować kolejne uderzenie. Tom odruchowa spojrzał na twarz napastnika.
Poznał ją.
Poznał swojego zabójcę, w umysł szeptał tylko: „zabij, zabij”. Na to hasło oczy Pierwszego stały się białe. Uruchomiony „system” nakazał zablokować kolejny cios, po czym samemu zaatakować. Dwa dokładne uderzenia, pierwszy w korpus, a drugi w głowę powaliły robota na ziemię. Nie dając ani chwili wytchnienia swemu oprawcy, Tom skoczył na niego. Lądując kolanami zniszczył pancerz, który służył jako klatka piersiowa. Sekundę później zadał cios w głowę zabójcy. Przebijając się przez czaszkę wyrwał kilka kabli, a wraz z nim główny procesor. Kuehn podniósł głowę by spojrzeć skąd dobiega odgłos otwieranych drzwi, z których wyszedł ON.
Robot – zabójca!
Usta cyborga zniekształciły się sprawiając wrażenie jakby się uśmiechnął.

+++

Dziesięć minut później w sali obok grupa lekarzy wraz z Reske i Collins przyglądali się testowi. Młoda lekarka patrząc na ekran zerkała, co chwilę na szefową. Miała jej za złe, że nikt nie powiadomił ją o sprawdzianie. Kiedy Kuehn przestał wyżywać się na kolejnym „martwym” już ciele robota, chciała poprosić, aby zakończyć próbę. Nawet otworzyła usta by to wypowiedzieć, ale Theresa była szybsza.
- Jaka sytuacja?
- Z tym 15-stym robotem walczył najdłużej, aż minutę, siedemnaście sekund i dziewięćdziesiąt pięć setnych. „System” wciąż aktywny, żadnego skoku od czasu uruchomienia. Drobne uszkodzenia pancerza na korpusie, klatce piersiowej i twarzy. Trochę gorzej jest z prawą ręką, brak reakcji dwóch palców. To te wyprostowane – operator pokazał uszkodzą kończynę. – Ale najgorzej jest z lewą. Brak dłoni, jednak wyśmienicie używa kikuta jako broni – wszyscy zobaczyli zbliżenie drugiej ręki.
- Proszę pani – powiedział drugi operator. – Proszę spojrzeć.
Zaciekawiona Theresa oraz inni zerknęli na ekran, na którym Pierwszy przygląda się swoim uszkodzonym palcom. Następnie włożył je do ust, po czym zacisnął szczękę. A odgryzione kończyny wypluł na podłogę.
- Ile zostało jeszcze robotów? – zapytała Collins.
- Dziesięć – odparł z dumą.
- Wysłać je natychmiast – rozkazała z dziwnym błyskiem w oku.
- Wszystkie naraz? – stwierdziła zaskoczona Reske.
- Oczywiście.
- Ale...
- Jeśli coś ci się nie podoba, możesz się zwolnić – warknęła Theresa.
Ema posłusznie zniżyła głowę, po czym z płaczem wybiegła ze sali. Nie chciała już patrzeć jak osoba, którą pokochała rzuca się na swoich przeciwników jak wściekła bestia. Jak bezduszna maszyna do zabijania, jak marionetka poruszana przez „system”.

XXIII

Nim minęło 12 godzin od zakończenia testu elitowcy wymienili ciało cyborgowi, a ten nękany wciąż przez myśli pospiesznie opuścił budynek. Krocząc po ulicach miasta rozmyślał o swoim pochodzeniu. Kiedy zatrzymał się ujrzał przed sobą piękny średniowieczny kościół. Bazylika pod wezwaniem „Ścięcia Jana Chrzciciela” była najstarszym domem Bożym w Chojnicach. I to właśnie tu przez setki lat chojniczanie zanosili swoje prośby, błagania, pytania a przede wszystkim modlitwy do Najwyższego.
Wolnym krokiem podszedł do drzwi bazyliki. Minęła długa chwila nim dotknął klamki, bał się, że Boska moc nie pozwoli wejść takiemu grzesznikowi jak on. Był przecież katolikiem, ale od czasu „przemiany” w maszynę nie odwiedzał Boga w jego domu.
„Nie to nieprawda” – rzekł do siebie. Nie tego się bał. Bał się wyznać Jezusowi ile „zgasił” płomieni życia od czasu pracy w „Elicie”. Dlatego też od trzech lat nie był u spowiedzi. Jednak ważniejszym powodem zawahania była niepewność, kim jest: człowiekiem, maszyną, dzieckiem Bożym, potępieńcem, czy też szatańską zabawką.
Delikatnie dotknął palcem klamki, lecz nic się nie stało. Cały czas z wielkim strachem wszedł do środka. Kierując się do ławek czuł na sobie czyjś wzrok. Był to wzrok Boga oraz innych świętych dobiegający z figur i obrazów. Nie mogąc go znieść schylił głowę, wpatrując się w podłogę. Siadając w ławce, zapytał:
- Boże, kim jestem?
Cisza.
- Kim jestem? Błagam cię, odpowiedz mi! Kim jestem?
Ponownie odpowiedziała cisza. Wtedy w jednym z konfesjonałów zapaliło się światło. Miał nadzieję, że tam odpowie mu Bóg. Dlatego też, gdy uklęknął przy nim:
- Wybacz mi Ojcze, bo zgrzeszyłem.
- Grzeszki, grzeszki synu – ponaglał ksiądz.
- Nie proszę księdza, nie będę mówił o swoich grzechach. Mam ich za dużo, a przy tym za mało czasu – odparł, gdy na jego pseudo zegarku zgasła przedostatnia kreska. Wiedział dobrze, że baterię będą działać jeszcze prze godzinę, a potem nastąpi zgon, jeśli się nie naładuje. – Chciałbym tylko zapytać, kim jestem?
- Człowiekiem, dzieckiem Bożym – stwierdził pewny siebie sługa Boży.
- Tego właśnie nie jestem pewien. Zostałem stworzony przez Czarną Damę i jej sługi.
- Jak mam to rozumieć, synu?
- Opowiem księdzu pewną historyjkę. Pewnego razu grzeszny człowiek został brutalnie zamordowany. Lecz Czarna Dama nie złożyła jego ciała w grobie, ale oddała swoim sługom. Ci stworzyli cybernetyczne ciało, a zamiast procesora włożyli mózg grzesznika, po czym go ożywili. Tworząc przy tym nowego Adama – Pierwszego.
Po dłuższej ciszy, dodał:
- A teraz on, klęczy przed tobą sługo Boży i pyta cię, kim jest? Bo nie wie, czy może nazywać się jeszcze człowiekiem, czy jest dzieckiem Bożym i czy posiadam duszę? Więc pytam, kim jestem?
Nastała ponownie cisza, która dla cyborga trwała jak wieczność, lecz po chwili odezwał się cichy głos księdza:
- Nie wiem, nie wiem, kim jesteś.
Wstając od konfesjonału Tom nie spodziewał się takiej odpowiedzi. Miał nadzieję, że tu ją otrzyma. Wolałby już usłyszeć, że jest szatańskim pomiotem niż słowa, które wypowiedział kler.

+++

Półgodziny później Kuehn wysiadł z windy na setnym piętrze wieżowca, który służył jako siedziba „Elity”. Siedząca przed biurkiem Angela natychmiast wstała:
- Tom, co ty tu robisz?
Tom nic nie odpowiedział, idąc ciągle w kierunku drzwi Black Lady.
- Pani Collins nie ma w gabinecie – powiedziała zastępując mu drogę.
Odpychając ją zastanawiał się nad występującym paradoksem. Jak tak cudowny Boski Aniołek może pracować dla szatańskiej kobiety, jaką była Theresa. Idąc przed siebie zniszczył drewniane drzwi wchodząc do jej gabinetu. Ona jak zwykle siedziała w swym fotelu. Zaciągając się papierosem nie zmieniła swej kamiennej twarzy.
- Kim jestem?! – wrzasnął stając przed jej biurkiem.
Collins znów się zaciągnęła.
- Kim jestem?1 – uderzył otwartymi dłońmi o blat, na co mebel złamał się w kilku miejscach. – Kim jestem?!
Znów nie uzyskał odpowiedzi, więc odepchnął biurko. Zbliżając się do niej pochylił się by „stanąć” z nią twarzą w twarz.
- Kim jestem? – zapytał wyciągając jej papierosa z ust. – Kim jestem?
Theresa wypuściła tylko dym. Nie wiedząc, co zrobić by zaczęła mówić, cyborg chwycił ją za szyję.
- Kim jestem, suko?! Kim?!
Ponownie nastała cisza, żadnej odpowiedzi. Lecz na kamiennej twarzy szefowej pojawił się szyderczy uśmieszek. Tom go zrozumiał, ta mina powiedziała do niego:
„Zabij mnie! Zabij, jeśli potrafisz, a i tak nic ci nie powiem.”
On potrafił zabić. Sami go przecież uczyli. Szybko, bezboleśnie i bez skrupułów, lub wolno i bardzo boleśnie. To zależy od okazji. Postanowił zacisnąć uścisk, ale jego metalowa kończyna nie wykonała polecenia. Spróbował raz jeszcze, lecz bez żadnych skutków. Gdy zwolnił uścisk, ręka powróciła do „życia”. Kiedy ponownie spojrzał na twarz Collins zrozumiał, co ma zrobić.
- Więc śmierć jest jedynym wyjściem, aby poznać odpowiedz – po chwili dodał. – Niech się tak stanie.
Obrócił się na pięcie, po czym po krótkim biegu wyskoczył przez okna setnego pietra budynku.

XXIV

Collins stanęła przed „słojem” przyglądając się unoszącemu w nim ciału Pierwszego.
- Uruchomić go – rozkazała gniewnie.
- Chciałabym wiedzieć dlaczego wyskoczyłeś przez okno mojego gabinetu? – Theresa spojrzała na Pierwszego.
Jednak on nie odpowiedział pozostając w bezruchu. Collins uderzyła pięścią w naczynie, po czym wrzasnęła:
- Wiem, że działasz. Więc odpowiadaj jak cię pytam!
- Chcę…
- Chcesz wiedzieć? Chcesz naprawdę wiedzieć, kim jesteś?
- Tak – powiedziała pewnie cyborg.
- Więc chodź..
Cyborg otworzył przykrywę, a następnie wyskoczył z naczynia. Podążając za szefową nie zwracał uwagi na gapiących się na niego ludzi. Nie zwracał uwagi, że jest nagi. Kiedy zatrzymali się przed drzwiami w głębi korytarza, Tom przeszukiwała myśli: „Cóż takiego ważnego znajduje się w tym pokoju. Przecież tam są tylko...” – zawahał się.
Wchodząc do pokoju Kuehn zwrócił uwagę na jego środek, w którym stał „słój”. Taki sam jak jego. Przyglądając się mu ujrzał w nim ciało. Ciało cyborga – Pierwszego.
- Chcesz wiedzieć, kim jesteś? – zapytała ponownie Theresa, ale nie czekając na odpowiedź mówiła dalej. – Jesteś maszyną, zwykłym robotem, którego stworzyłam. Ale przede wszystkim jesteś kukiełką.
Collins podeszła do niego, stając z nim twarzą w twarz.
- Dobrze słyszałeś. Tutaj nic nie ma – zastukała w jego czaszkę. – Nie ma tam mózgu, tylko zwykły procesor, który odbiera sygnały od tamtego ciała.
- Przecież... – przerwał.
- Chyba nie uważacie nas za głupców. Myśleliście, że pozwolimy żeby nasz największy eksperyment tak po prostu sobie stąd wyszedł.
Po chwili ciszy, która zapanowała znów rzekła.
- Jesteś zwykłym robotem. To on – wskazała palcem na ciało w „słoju” – jest moim Adamem, moimi Pierwszym.
Podchodząc do konsolki Theresa nacisnęła guzki. Spowodował on uruchomienie silników. Tuż koło nich wyłonił się z podłogi naczynie regeneracyjne a w nim tak jak w poprzednim znajdowała się cybernetyczne ciało cyborga. Gdy „słój” wynurzyło się całkowicie obok pojawiło się następne i następne...
Kiedy pokój wypełnił się naczyniami Czarna Dama stwierdziła z uśmiechem na twarzy.
- A może to ten miał mózg – wskazała na ciało obok Toma – albo tamten – tym razem skierowała palec na naczynie w końcu sali. – Sama już nie wiem, a może żaden z nich.
Podchodzą do uruchomionej kukły rzekła z szyderczym uśmieszkiem.
- Jesteś moją maszyną i to ja zdecyduje, kiedy i jak umrzesz. Więc nie próbuj tego więcej.
Zaczynając się śmiać wyszła z sali pozostawiając ich samych wśród licznych naczyń z ciałami Pierwszego.

+++

Tuż za jedną ze ścian znajdowało się pomieszczenie, o którym istnieniu wiedziała tylko Collins i jej trzech zaufanych lekarzy. Jeden z nich była Ema Reske która zakończyła właśnie, co godzinne odczytywanie wyników. Udając się na swoje stanowisko przed wielkie monitory powstrzymywała łzy widząc duże, żelazne krzesło, na którym siedział On. Pierwszy na świecie cyborg, sterujący obecnie nieświadomie swoja kukiełką.

XXV

Reske wysiadła z windy. Idąc po dachu „Elity” kierowała się do Toma, który stał na murku wieżowca.
- Tom, co ty robisz? – zapytała podchodząc do niego.
- Sam jeszcze nie wiem.
- Chyba znów nie skoczysz?
- Jeśli nawet to zrobię to, jaka będę miał gwarancje, że umrę.
- Żadną.
- Więc masz już odpowiedź – po krótkiej chwili dodał. – Piękny widok.
Ema spojrzała na panoramę miasta, która przyprawiała już niejednego o zachwyt. Chociaż panowała noc, Chojnice tętniło życiem.
- Chodź – powiedział podając jej dłoń.
- Boje się – wyszeptała.
- No i co z tego. Stąd lepiej widać – po czym dodał. – Zaufaj mi.
Gdy to powiedział przestała się wahać. Trzymając się jego dłoni weszła na murek.
- Miałeś rację, to jest piękne.
Obydwoje przyglądali się rozświetlonemu miastu. Dzięki bilionom żarówek miasto funkcjonowało jak by był jeszcze dzień. Dzięki wynalazkowi Edisona zatarła się granica między nocą a dniem.
- Kim jestem? Człowiekiem czy maszyną?
- Sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie, to od ciebie zależy. Dla mnie jesteś obydwojgiem, człowiekiem zamkniętym w ciele maszyny. Jesteś cyborgiem, pierwszym z nowej rasy.
- Skąd ta pewność?
- Tylko to czuję, gdy na ciebie patrzę – po czym pocałowała go w usta. – Widzę człowieka, którego pokochałam.
Patrząc mu prosto w oczy powiedziała:
- Powiem ci, dlaczego stworzyłam ten projekt. Kiedy byłam mała miałam starszego brata. Ciągle się kłóciliśmy, lecz zawsze się mną opiekował. Idąc pewnego razu została potrącony przez pijanego kierowcę. Stojąc nad jego grobem przyrzekłam, że kiedyś oszukam śmierć. Nie pozwolę jej zabierać więcej niewinnych, takich jak on – w jej oczach pojawiły się łzy.
- Już dobrze – przytulił ją do siebie. – Będzie dobrze.
Wtedy obydwoje usłyszeli klaskanie.
- Brawo Emo, co za przemówienie – wciąż oklaskiwała ją Theresa – aż się wzruszyłam. A teraz złazić mi stamtąd, natychmiast!
Kiedy para podeszła do Collins ta zapytała z szyderczym uśmieszkiem:
- Już wiesz, kim jesteś?
- Jestem Tomasz Kuehn – Pierwszy.

XXVI

Pit podniósł głowę znad czasopisma i czujnym okiem sprawdził drogę. „Czysta, można jechać” – pomyślał. Siedzący obok kierowca musiała pomyśleć tak samo, bo czarna limuzyna „Elity” skręciła w prawo. Jansson przypominając sobie, że nie prowadzi powrócił do przeglądania gazety. Kiedy znalazł w nim zdjęcia młodej foto-modelki, zaczął je dogłębnie analizować. Nadal niedowierzał, że dziewczyna ze zdjęcia jest rozpuszczonym dzieciakiem bogatych rodziców. Pospiesznie opuścił zasłonę grodzącą te część samochodu z tyłem.
- Issa muszę przyznać, że fajnie wyszłaś na tych zdjęciach – podał jej gazetę – ale najlepsze były w bieliźnie i strojach kąpielowych. Nieprawdaż? – z tym pytaniem zwrócił się w głąb limuzyny gdzie siedzieli jej rodzice.
- Mamo?! – zawołała jedynie młoda modelka.

+++

- Dobry wieczór państwu! – powiedziała prezenterka do kamery. – Jak zapewne rozpoznajecie państwo budynek za moimi plecami, jesteśmy przed „Teatrem Narodowym” w Chojnicach. Gdzie za niecała godzinę rozpocznie się pierwszy w tym roku pokaz mody wyśmienitego projektanta młodego pokolenia Vincensa Armaniego. Tym oto czerwonym dywanem wejdą najsławniejsze modelki oraz zaproszeni goście. Muszę wspomnieć, że impreza jest organizowana pod patronatem władz miasta – „Elity”. Oto i pierwsi goście.
Kamerzysta objął obiektywem limuzynę, podjeżdżającą pod wejście do teatru.
- Już za chwile zobaczymy, kto wysiądzie z limuzyny.
Operator pospiesznie zrobił zbliżenie na ochroniarza, który otworzył drzwi. Wtedy pojawiła się ona.
- Oto i jest nasza miejscowa top modelka – Issa Collins, a wraz z nią przyjechali jej rodzice. Mam nadzieję, że uda mi się z nimi porozmawiać.
Kamerzysta podążając za szefową przedzierał się tłumy fotoreporterów, którzy uwieczniali Issę prezentującą swoja wieczorowa suknie.
- Panno Collins, można prosić na malutki wywiadzik! – zawołała dziennikarka, przedzierając się do dziewczyny. – Na początku chciałabym pogratulować ci zajęcia czwartego miejsca w plebiscycie ogłoszonym przez czasopismo „People” na najseksowniejszą modelkę świata.
- Dziękuję, ale przede wszystkim dziękuję moim wiernym fanom, którzy są zemną i głosowali na mnie. Kocham was – puściła buziaka w kierunku obiektywu.
- Chciałam także zapytać, co skłoniło cię do wzięcia udziału w tym pokazie. Bo jak dobrze pamiętam ostatni raz występowałaś na wybiegu dobre kilka miesięcy temu.
- Tak to prawda. Jak zapewne wszyscy wiedzą chodzę jeszcze do szkoły, dlatego nie występuję tak często jakbym chciała.
- A czemu akurat ten?
- Z Vincensem jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, gdy zaproponował żeby zrobić pokaz tutaj. Zgodziłam się od razu.
- Dziękuje bardzo za wywiad.
- Ja także.

+++

Wewnątrz teatru Issa i Pit odłączyli się od Radnych. Udając się za kulisy ochroniarz przysłuchiwał się raportom pozostałych goryli. Wśród głosów dobiegających rozpoznał głos dziewczyny.
- Pit proszę cię nie narób mi dzisiaj wstydu.
- Ja?! – zdziwił się chłopak.
Obydwoje przechodząc przez duże, wahadłowe drzwi chronione przez dwóch olbrzymów, znaleźli się w przebieralni modeli. Pit uśmiechnął się widząc półnagie dziewczęta przygotowujące się do występu. Lecz zachwyt zmienił się we wstręt, gdy ujrzał tak samo rozebranych mężczyzn. Zwłaszcza, gdy jeden z nich objął Issę przytulając się do niej.
- Co tu se kurde wyobrażasz?! – wrzasnął na niego.
- Pit to mój kolega.
- Ładny mi kolega, który biega nago po pokoju.
- Ej – wydusił model.
- Spływaj koleś – Pit rozpiął marynarkę ukazując broń.
- Spoko, spoko – wycofał się z podniesionymi dłońmi.
- Issa, kochanie – do modelki podszedł łysy chłopak ubrany w białe jeansy i koszulkę. – Nareszcie jesteś – cmoknęli się w policzki. – Myślałem już, że nie dojedziesz.
- Przecież obiecałam.
- A teraz szybciutko, szybciutko się przebieraj.
- Tak jest.
Kiedy chciała odejść Armani zobaczył Janssona i nie wytrzymując spytał dziewczynę.
- Kim jest ten przystojniak.
- Moim ochroniarzem – uśmiechnęła się. – Vincens poznaj Pita Janssona – po czym uciekła do przebieralni.
- Witaj ty mój byku – uścisnęli sobie dłoń. – Ależ ty jesteś silny – dodał trzymając ciągle Pita. Głaskając rękę powiedział. – Nie wiem czy ktoś ci to już mówił, ale jesteś bardzo przystojny.
- Dziękuje – Jansson niecierpliwie chciał się uwolnić. – Jesteś miły, ale muszę chronić Issę.
- Szkoda. Jak mus to mus, ale gdybyś czuł się samotny to zadzwoń – podał mu wizytówkę. – Taka szkoda.
Gdy został sam , zawołał.
- Dziewczynki i chłopcy, streszczać się wnet zaczynamy! Szybciutko!

+++

Godzinę później ekskluzywny pokaz młodego Vincesa Armaniego dobiegał do końca. Przez cały czas trwania imprezy Pit szwendał się po garderobach pilnując swojej podopiecznej, ale przede wszystkim przyglądając się ciałom młodych modelek. Wtedy pojawiła się przed nim Issa w pięknej białej sukni. Oniemiał z zachwytu widząc ją w klasycznej sukni ślubnej. Chciał jej powiedzieć, ale wyprzedził go Armani podchodząc do niego.
- Wyglądasz bosko, kochanie.
- Tu się z tobą zgodzę, wyglądasz przepięknie.
- Dzięki – zarumieniła się.
- Mam nadzieję, że spodoba się twoim rodzicom.
- Zapewne – stwierdził szczerze Pit. – Zaraz, gdy wyjdą zachwytu, zabija ją.
- Ale ty mnie obronisz – podeszła a jej duże, zielone oczy spojrzały niewinnie na niego.
Dziwną ciszę, która zapanowała miedzy dziewczyną a ochroniarzem przerwał jeden z modeli.
- Vincens, tragedia!
- Co się stało?
- Adam zemdlał.
- Co? Co ja teraz zrobię?
- Kim jest Adam? – Pit jak zwykle dowiadywał się na końcu.
- Adam miał wyjść ze mną w finale.
- Co ja teraz zrobię? Przykro mi kochanie, będziesz musiała wyjść sama.
- Nie...

+++

Pit sam się zdziwił, gdy jego usta zaproponowały pomoc. Teraz chciał się wycofać, ale było już za późno, ponieważ ubrany w smoking usłyszał marsz weselny. „Raz kozia śmierć” – pomyślał, podając jej ramie. Następnie wolnym krokiem ruszyli na scenę. Chodząc po niej spojrzał na Theresę, która z wewnętrzną wściekłością biła brawa. Jansson niczym telepata odgadywał jej myśli: „Zabiję, zabiję go!” Chłopak podnosząc twarz zobaczył mężczyznę, którego się tu nie spodziewał. Tak jak on, nauczyciel przyglądał mu się uważnie.

C.D.N.
Tekst Krystian P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz