sobota, 11 lutego 2017

Cyber Mess 2113 - cz. 9

Jedziemy dalej! Dziś już 16-ty rozdział cyberopowiadania. A poniżej kadr z prehistorycznego komiksu.


Miłej lektury.
I jeszcze soundtrack. Tiaa, myślę, że to będzie OK:


Wbrew tytułowi, kawałek nazywa się "One man army" :)

XVI 

„Uzupełnienie raportu. Jak już wcześniej napisałam, udało nam się sklonować Kuehna. Po pięciu nieudanych próbach wyhodowaliśmy dwa prawidłowe egzemplarze. Wiek fizyczny klonów wynosi 25 lat (tyle miał Kuehn, gdy zginął). Jednemu z klonów po przebudzeniu podano śmiertelną dawkę serum. Skóra klona została odjęta od ciała”.


Ciszę panującą w pokoju naruszył dzwonek interkomu i Ema przestała pisać. Włączyła fonię.

- Pani doktor, skóra została już przekazana sekcji zajmującej się wytwarzaniem sztucznej skóry.

- Dziękuję za wiadomość. Przygotujcie wszystko do zabiegu, zaraz zejdę.

Znów zaczęła stukać w klawisze.

„Właśnie otrzymałam wiadomość, że skóra została przekazana do dalszej obróbki. Dzięki osiągnięciom biotechnologii wykonamy jej kopię, którą nałożymy na cyborga. Jeśli chodzi o drugiego klona, pozwoliliśmy mu żyć. Z powodu źle wykształconego mózgu, jego rozwój psychiczny nigdy nie przekroczy poziomu dziecka, zamkniętego w ciele mężczyzny. Zastanawiam się czasem, dlaczego pozwoliliśmy mu żyć. Jednak żadna wiarygodna odpowiedź nie przychodzi mi do głowy. Taki kaprys...”

Reske zakończyła raport, po czym wyszła z biura. Idąc w kierunku windy witała się ze znajomymi i podwładnymi. Cieszyła się z pracy w „Elicie”; była przecież taka młoda. Jako 21-latka, osiągnęła już wszystko. Będąc młodym geniuszem ukończyła studia w wieku osiemnastu lat. Kilka miesięcy później broniła dwóch doktoratów: z bioinżynierii i cybernetyki. W swoich pracach opisała szczegółowo nowe, rewolucyjne metody łączenia żywej tkanki z metalem. I to właśnie dzięki temu zainteresowała się nią Collins.

Trzy lata pracy dały jej duże pieniądze, własny apartament i zajęcie, które ją podniecało. Każdy dzień przynosił nowe wyzwania i niespodzianki.

Biocybernetyczka przystanęła przed wielkim oknem, dzielącym ją od laboratorium.

Część jej ludzi siedziała przy konsolach, inni pracowali w sąsiednim pokoju; przyglądała się ich pracy. Ciała klonów leżały już na metalowych stołach, przygotowane do zabiegu. Do sali wjechał właśnie metalowy wózek z żyjącym egzemplarzem. Weszła do środka. Klon na jej widok zawsze się uśmiechał; tak było i tym razem. Podeszła do niego i pogłaskała go po twarzy. Pielęgniarz na jej widok odstąpił od wózka.

- Pojedziemy? – zapytała klona z uśmiechem. „Kuehn” zgodził się, kiwając głową z entuzjazmem. Gaworzył cicho do siebie w sposób, w jaki robią to kilkumiesięczne dzieci; obojętnie patrzył na ciała swoich martwych braci.

Zatrzymali się przy ostatnim – pustym – stole; dwaj pielęgniarze ułożyli go na nim. Jeden z nich podał dziewczynie strzykawkę ze środkiem usypiającym. Tom zaczął płakać na jej widok.

- Uspokój się, mały – powiedziała słodko dziewczyna. – To nic nie boli. – Z wprawą wstrzyknęła mu w ramię środek nasenny. – A teraz śpij, mały chłopczyku...

Reske przyglądała się, jak klon powoli uspokaja się. Nim zasnął, pocałowała go w czoło, szepcząc:

- Śpij malutki. Życzę ci miłych snów.

Wszyscy pospiesznie opuścili salę; hermetyczne drzwi zamknęły się za nimi szczelnie. Jeden z techników, nadzorujących pracę komputerów bacznie przyglądał się szefowej. Podeszła do niego.

- Zaczynać! – rozkazała. Mężczyzna uruchomił program eksterminacji. Ze ścian sąsiedniego pomieszczenia wyłoniły się palniki; ich dysze rozwarły się powoli, niczym kielichy potwornych kwiatów.
W następnej chwili sala utonęła w morzu ryczącego ognia; nagły wzrost temperatury odczuwalny był nawet tutaj. Co wrażliwsi odwrócili wzrok od widoku egzekucji. Reske, zafascynowana niszczycielskim żywiołem, przyglądała się...

+++ 

Obudziła się, mokra od potu. Jej serce biło w szaleńczym tempie. Otworzyła oczy i drgnęła na widok siedzącego w fotelu Kuehna. Patrzył na nią, ale nie on ją przeraził. Tuż zanim ujrzała ogromny krzyż. Był tka samo duży jak on. Czuł jak wzrok ukrzyżowanego na nim Jezusa Chrystusa spoczął na niej, mówił do niej:

„Zabiłaś go, zabiłaś mnie.”

- Co się stało? – zapytał cyborg.

Nie odpowiedziała; zerwała się z łóżka i wybiegła z pokoju. Jego oczy...

Pierwszy wstał z fotela, podnosząc się zerknął na krucyfiks na ścianie.

„Co ona w nim widziała” – pomyślał, uważnie przyglądając się mu. – „Zwykły, mały krzyż ścienny.”

Ruszył za nią. Zza drzwi łazienki usłyszał cichy płacz. Otworzył drzwi. Dziewczyna na jego widok drgnęła przerażona, strach targnął nią z całą siłą. Strumień wody z prysznicu spływał po niej z siłą miniaturowego wodospadu. Podszedł do niej i objął ją opiekuńczym gestem.

- Nie bój się, to tylko zły sen – próbował ją pocieszyć. – Wszystko będzie dobrze.

- Nie będzie! – wykrzyczała. – Ty nie żyjesz. Ja cię zabiłam!

Jej słowa uderzyły w niego jak piorun.

XVII 

Na skromny pogrzeb Malinowskyej przybyły tłumy. Na uroczystość, prócz rodziny i najbliższych przyjaciół, przybyła większość pracowników „Elity” i Shira Space Technology. Zjawili się także przedstawiciele policji z komendantem Laską na czele i media. Tylko nieliczni z przybyłych znali osobiście Alicję, ale znaleźli się tu przede wszystkim z szacunku do Zygmunta. Po zakończeniu ceremonii pogrzebowej, ludzie zaczęli składać mu kondolencje.

Pit stał w towarzystwie Issy czekając, aż jej rodzice skończą rozmowę z Malinowsky`m. Dojrzał stojącego samotnie z opuszczoną głową Grzegorza. Zrobiło się mu go żal; dobrze wiedział, co czuje człowiek, który stracił bliską osobę.

- Idź do niego – powiedział dziewczynie do ucha. – Daj mu do zrozumienia, że nie jest sam.

Podeszła do chłopaka i objęła go w milczeniu. Po jego twarzy spływały łzy.

+++ 

Uroczystości przyglądali się z oddali Ema z Tomem. Trzymali się za ręce. Wczorajszy incydent, zamiast ich poróżnić, zbliżył jeszcze bardziej. Reske powiedziała mu wszystko o „Projekcie-01”, o eksperymentach z klonami. Wszystko. A on jej wybaczył. Obserwowali pogrzeb z wysokości wzgórza. Tom przerwał ciszę:

- Gdyby nie ty, być może ja też bym tu leżał.

+++ 

Jansson ruszył w stronę swojej podopiecznej. Kiedy stanął przy młodych, położył Grzegorzowi rękę na ramieniu. Na widok jego łez na chwilę udzielił mu się ból młodzieńca.

- Idę do samochodu – powiedział do dziewczyny. – Nie spieszcie się.

„Tylko tyle mogę dla ciebie zrobić – pomyślał. – Tylko tyle”.

Młodzi ponownie się objęli. „Chociaż czasami bywa denerwujący, ma serce” – pomyślała Issa.

XVIII 

Po krótkiej rozmowie Janssona z Collinsami doszli do wniosku, że w taki dzień niebędzie przeszkadzać Issie i Grzegorzowi. Więc kiedy przedł czas na stypę pozwolił dwojgu zakochanym być razem, a sam wycofał się po anielsku.

Półgodziny później Pit otworzył drzwi pokoju hotelowego, który mieścił się naprzeciwko Elity. Apartament był własnością Pretorian. Lokal stanowił bezpieczną dziuple.

Zdjął marynarkę i rzucił ją na łóżko. Usiadł na skórzanej kanapie. Sięgnął po stojący na ławie laptopa. Uruchomił go i zalogował się na serwer. To na niego kopiowały się dane z komputerów w których umieścił swój program hackerki. Miał on za zadanie powoli i niezauważalnie kopiować zawartości dysków i przez szereg łączy dotrzeć na serwer. Miał teraz całkowity dostęp do zasobów Elity.

+++ 

Issa przytuliła po raz ostatni tego dnia swego chłopaka. Chciała jak najszybciej już wrócić do domu. Miała już dość ukrywania swoich uczuć. Chciała rzucić się na łóżko i poprostu popłakać.

- Musisz już jechać? - zapytał Grzegorz.

- Muszę, źle się czuje.

- Coś ci dolega?

- To tylko nerwy.

Pocałowała go w policzek i ruszyła ku wyjściu. Windą zjechała do poziomu garaży gdzie czekał na nią samochód z kierowcą. Kiedy auto wyjechało z wieżowca Elity pierwsze łzy popłynęły z oczu dziewczyny.

XIX 

Tom wyjechał samochodem z garaży „Elity”. Jadąc ulicą skręcił w kierunku mostu, który biegł nad Parkiem Miejskim. Jeżdżąc tędy można było zyskać parę minut próbując dostać się ze Starego Miasta do siedziby Radnych. Będąc już na moście Pierwszy spojrzał w tylne lusterko i zaciekawieniem stwierdził, że jako jedyny wjechał na most. Wtedy tuz nad nim przeleciał śmigłowiec, na którym widniał emblemat miejskiej radiostacji. Po czy maszyna zaczęła krążyć wokół mostu.

Kuehn zatrzymał wóz tak samo jak jego poprzednicy, stając w korku. Widząc ciągle helikopter włączył radio.

„Tak jak podawaliśmy wcześniej most Andersa jest nieprzejezdny. Oddaje teraz głos naszemu koledze, który znajduje się w śmigłowcu i dokładnie przygląda się całej sytuacji” – mówił prezenter.

„Dzięki Stasiu. Dobry wieczór państwu. Jak dowiedzieliśmy się od policji wypadek został spowodowany przez kierowcę tira. Mężczyzna zasłabł padając na kierownicę ta natomiast wykonała ostry skręt. Samochód stanął w poprzek ulicy, a następnie przewrócił się na bok.”

„Czemu więc nie zadziałał komputer pokładowy?”

„Tego nie wiemy, policja nie chciała nam na to odpowiedzieć. Prawdopodobnie doszło do spięcia w instalacji elektrycznej, które mogło spowodować zasłabnięcie kierowcy. Jednak na potwierdzenie przypuszczeń musimy poczekać na wynik śledztwa.”

„A jaka jest sytuacja na drodze?”

„Bardzo dobra. Dzięki naszym komunikatom na moście utknęło tylko dziesięć pojazdów. Według policji ulica będzie przejezdna za jakieś dwadzieścia minut...”

+++ 

Pierwszy słysząc to wysiadł z auta i podszedł do barierek. Kładąc na niej ręce usłyszał lekki zgrzyt.

„Przecież te barierki zaraz pękną” – pomyślał przestając się o nie opierać.

Zaciekawieniem spojrzał na otaczającą go przyrodę. Ten widok uspokajał duszę. Chociaż jest wiele takich parków w mieście ten był najstarszy. Jeszcze przed wiekiem nazywano go Laskiem Miejskim. Teraz jest granica między Starym a Nowym Miastem.

Wtedy zgasły wszystkie otaczające światła, cały sektor oświetlający park. Mijały minuty, a ciemność ciągle panowała. Kierowcy na dolnym paśmie zaczęli przeklinać elektrownię. Nagle wśród licznych odgłosów dobiegających wokół, Pierwszy rozpoznał wystrzał z pistoletu, po czym dziewczęcy krzyk. Włączając noktowizor spojrzał w dół. Tam jakaś panienka wyskoczyła z auta i najszybciej jak umiała wbiegła do parku. Tuż za nią biegł jakiś mężczyzna. Tom powiększył obraz widząc twarz dziewczyny krzyknął:

- O cholera! – niedowierzał kamerom.

+++ 

Kilka minut wcześniej, w dolnej części ulicy robił się coraz większy korek. Spowodowany nadmierną ilością samochodów wracających z Nowego Miasta. Każdy z kierowców cieszył się z przejechania kilku metrów, co parę minut. W jednym z aut siedział samotny mężczyzna ubrany w ciemne jeansy i czarną bluzę z kapturem zakrywającym mu twarz. Pomagał w tym rysunek na większej części buzi. Robił to tylko by być straszniejszym. Teraz siedział za kierownicą przyglądając się wozowi przed sobą.

ONA jest w nim. Miał tego pewność, bo od skończenia pracy śledził ją. ONA tam jest. I to ONA była jednym z powodów, dlaczego przeniósł się do Chojnic. Chciał być blisko niej i tak się stało. Chcąc to osiągnąć musiał zabijać. Kiedy się zaczęli spotykać próbował z nią flirtować, lecz nie dawało to żadnych rezultatów. Pragnął JEJ! Pragnął jej oczu, włosów, rąk, palców. Pragnął całować jej ust, piersi, pośladków, pragnął jej długich do ziemi nóg.

PRAGNĄŁ JEJ! Chciał mieć ją na własność. Czas najwyższy, aby to zrobić. TERAZ! Nie! Chociaż sytuacja mu sprzyja. TERAZ! Nie! Stoją przecież w korku, mógłby podejść... TERAZ! Nie! Ogłuszyłby ją, po czym uciekłby z nią do parku... TERAZ! Nie! Za dużo świadków... TERAZ! Nie! Musi najpierw coś załatwić... TERAZ! Nie...

Wybrał numer w swojej komórce.

- Jurek! – zawołał.

- To ty?! – rozległ się głos w słuchawce. – Czego chcesz?

- Zgaś wszystkie światła w Parku Miejskim.

- Zgłupiałeś, mogą mnie za to wyrzucić z pracy!

- Zgaś! – wrzasnął rozłączając się.

TERAZ! Nie! Za chwilę. TERAZ! Nie! Wyjął ze schowka pistolet. Nie lubił broni palnej, ona jest dla mięczaków. Woli noże, ale teraz musiał działać szybko. TERAZ! Nie! Zaraz, gdy tylko zgasną światła. TERAZ! TAK! Otoczenie rozjaśniały tylko lampy reflektorów. TERAZ! TAK! Wyszedł z auta i wolnym krokiem zbliżył się do jej samochodu. Idąc nękały go myśli, że nie musi tego robić. Powinien poczekać na lepszą okazje. TERAZ! Zapukał w okno kierowcy. Szyba zjechała w dół, a mężczyzna spojrzał na niego podejrzliwie.

„To nie on, to nie jej ochroniarz” – ogarnęła go niepewność.

- Tak? – słowa kierowcy otrzeźwiły zakapturzonego.

- Żegnaj – po czym wycelował w głowę kierowcy, oddając strzał.

Krew rozprysła się wewnątrz auta, na co rozległ się przerażony krzyk dziewczyny. Morderca pospiesznie chwycił za klamkę tylnich drzwi, lecz spóźnił się...

Issa szybko oprzytomniała, po tym jak krew przysnęła jej na twarz. Pospiesznie zamknęła drzwi od jego strony. Gdy ten się z nimi siłował, Collins wyskoczyła przez drugie. Wbiegając do parku miała nadzieję, że ukuje się w nim. Odwracając głowę chciała zobaczyć jak daleko mu uciekła, ale morderca był tuż za nią. Wtedy poczuła coś, czego się nie spodziewała. Jej noga zahaczyła o wystający z ziemi korzeń, co spowodowało, że z impetem uderzyła o skorupę ziemską. Nie mogąc podnieść się przyglądała się z płaczem jak podbiega – „zabije mnie”. Nagle rozległ się huk. Tak jak jej prześladowca spojrzała w kierunku mostu. Między drzewami zobaczyli jak jakiś samochód uderza o chodnik, wylatując przedtem z mostu Andersa. Jednak auto nie zatrzymało się wciąż pędziło w ich stronę.

„Jest szansa” – pomyślała przeturlają się.

+++ 

Tom nie zważał na uszkodzenia w swoim samochodzie, i tak miał go zmienić. Miał teraz ważniejsze sprawy na głowie musiał przecież uratować Issę, a przede wszystkim pomścić Pita (był przekonany, że to on zginał od wystrzału). Wcisnął gaz do dechy. Jadąc slalomem zbliżał się coraz bliżej do mordercy. Stał patrząc jak się zbliża, lecz po chwili zaczął uciekać. Pierwszy wymijając kolejną przeszkodę zobaczył, że mężczyzna przebiega między dwoma drzewami.

- Zmieszczę się! – wrzasnął cyborg. – Zmieszczę!

Jednak wiedział dobrze, że się oszukuje. Auto z prędkością 150 km/h, uderzyło w drzewa. Powstała przy tym siła wyrzuciła Kuehna przez przednią szybę. Lądując z hukiem na masce swego wozu, natychmiast podniósł się by zacząć biec.

- Zostaw go! – z samochodu wydobył się głos Theresy. – Znajdź moją córkę!

Tom jeszcze raz spojrzał w stronę uciekającego mężczyzny, po czym zawołał:

- Issa! To ja, Tom!

Zeskoczył z maski i ruszył w stronę gdzie po raz ostatni widział dziewczynę. Ta wyszła zza drzewa. Gdy zbliżyła się do niego kulejąc, jeszcze raz krzyknęła robiąc krok w tył.

Collins przeraziła się jego twarzy. Chwilę przedtem zastanawiała się jak zwykły człowiek mógł wyjść cało z takiej kraksy. Teraz wiedziała, zwykły człowiek nie mógł.

Kuehn stał patrząc na przerażoną dziewczynę, a rozerwana skóra na prawej części twarzy powiewała na leciutkim wietrze. Ukazując metalową czaszkę.

C.D.N.

Tekst Krystian P.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz