sobota, 22 października 2016

Cyber Mess 2113 - cz. 6

Stali bywalcy na pewno już wiedzą, gdzie szukać cyberpunkowej twórczości Krystiana P. Ja ze swojej strony oczywiście polecam. A dzisiejsza grafika to tylko luźne nawiązanie do cyklu o Pierwszym.


A dla umilenia czytania, dodaję link do jednego z kawałków, który zawsze mi się z Pierwszym kojarzył. Gdyby tak powstał kiedyś film i soundtrack do niego, to Filter byłby tam baaardzo mile widziany ;p


No i standardowo, dla lubiących, link do poprzedniej części...


VII

Następnego dnia Jansson został poproszony do gabinetu Theresy Collins. Wjeżdżając na ostatnie piętro „Elity”, Pit przyglądał się młodej dziewczynie, która przywitała go w holu. Przedstawiła się jako Angela. Jej imię... doskonale do niej pasowało. Sprawiała wrażenie małej dziewczynki, zamkniętej w ciele kobiety. Figury mogło jej pozazdrościć wiele modelek.
Winda stanęła i drzwi otworzyły się.- Proszę za mną – głos też miała uwodzicielski; miękki i aksamitny, z lekką nutką dekadencji.
Przeszli przez długi korytarz; gruba, miękka wykładzina doskonale tłumiła ich kroki. Zatrzymali się przed jakimiś drzwiami.
- Pani Collins czeka – Angela uśmiechnęła się promiennie.
Pierwszą osobą, jaką zobaczył w biurze, była słynna „Black Lady”, jak określiła Theresę któraś z gazet. Zdaniem Pita, felietonista pomylił się; Theresa Collins przypominała raczej „Black Widow” – Czarną Wdowę. Tkwiła tu teraz niczym pajęczyca, roztaczając wokół siebie lekką, nieuchwytną atmosferę zagrożenia. Poczuł się trochę niepewnie pod spojrzeniem jej zmrużonych oczu. Szybko doszedł do wniosku, że to typ kobiety nieobliczalnej, nie liczącej się z nikim i z niczym. Niebezpiecznej.
Obok Theresy siedział jej mąż. Podniósł się na powitanie i wskazał Pitowi wolne miejsce.
- Dzień dobry państwu – Pit usadowił się w głębokim, skórzanym fotelu. Theresa odezwała się:
- Panie Jansson, mam przed sobą pańskie akta. Muszę przyznać, że są one nieco... dziwne.
- A to dlaczego?
- Mój małżonek zarekomendował pana jako jednego z najlepszych ochroniarzy, lecz ta kartoteka na to nie wskazuje. Prócz danych osobistych nie ma tu prawie nic o przebiegu pańskiej służby. Jedynie daty i nazwy organizacji. Może to pan wyjaśnić?
- Mogę pani powiedzieć jedynie tyle, ile jest tam napisane. Rozumie pani, tajemnica służbowa – odpowiedział z uśmiechem Pit.
- No cóż, odłóżmy tę sprawę na później... Gdzie jest teraz Issa?
- Państwa córka jest w szkole.
- Będzie pan ją woził i odbierał ze szkoły oraz towarzyszył jej wszędzie tam, gdzie zechce.
- Nawet po bułki do sklepu – zażartował Jansson.
- Proszę nie być bezczelnym – odparła sucho Collins. – Masz jej nie odstępować na krok poza domem. Rozumiemy się?
- Oczywiście, proszę pani.
Theresa skinęła głową na męża, który podał Pitowi broń.
- Na wszelki wypadek – powiedział.
- Dziękuję, ale mam własny.
- Proszę pani – w interkomie rozległ się głos Angeli. – Wszystko gotowe do prezentacji.
- Już idziemy, a ty odprowadź pana Janssona.
Cała trójka opuściła biuro; przy drzwiach windy dołączyła do nich Angela. Theresa odwróciła się jeszcze w stronę Pita.
- Proszę pamiętać, że nie lubię niepowodzeń.
Drzwi windy zamknęły się za dwójką Radnych, pozostawiając Pita sam na sam z sekretarką.

VIII

- Kogo ty zatrudniłeś? – zapytała Theresa.
- Podobno jest najlepszy – bronił Janssona Wiesław.
- Z chęcią spotkam się z tymi, którzy tak go zachwalają.
- To twój ojciec. Daj mu chociaż szansę, kochanie – chwycił ją za rękę i delikatnie pocałował w policzek.
Trzymając się za ręce, małżeństwo dotarło do końca korytarza. Wchodząc do sali obradowej, ujrzeli siedzących przy podłużnym stole Radnych. Rada była niemal w komplecie, czekano już tylko na nich. Na wielkim telebimie Theresa ujrzała swego ojca. Były szef „Elity” brał ostatnio udział jedynie w najważniejszych zebraniach Rady, a i to tylko za pomocą łączności satelitarnej.
- Po co nas wezwałaś? – zapytał surowo Malinowsky. Nie patrząc na nią, bawił się trzymanym w dłoni długopisem.
- Chcę wam coś pokazać – odparła Collins siadając za stołem. – Emo!
Bocznymi drzwiami weszła Ema Reske. Zebrani spojrzeli na uczoną z zaciekawieniem.
- Dzień dobry państwu – zaczęła, po czym podeszła do wielkiego ekranu i wsunęła do stacji dysk. – Jak zapewne państwo słyszeli, wydział pani Collins zajmował się „Projektem-01”. Każdy z was zastanawiał się zapewne nad istotą tego programu... Nadszedł wreszcie czas, by odkryć wszystkie karty. Wraz z moimi ludźmi pracowałam nad stworzeniem nowej rasy... Istoty wolnej od chorób, starości, lęku przed śmiercią... Idealnej pod każdym względem – zainteresowanie obecnych wyraźnie wzrosło. Nawet Malinowsky jakby zapomniał o swoim długopisie i obserwował teraz dziewczynę z zagadkowym wyrazem twarzy.
- Dzięki najnowszej technologii i nowatorskim w świecie nauki rozwiązaniom, powstał pierwszy na świecie cybernetyczny organizm - CybOrg, udane ze wszech miar połączenie ciała i metalu, ducha i materii...
Na panoramicznym plazmowym ekranie pojawił się wirujący przekrój ludzkiego ciała.
- Część uszkodzonych tkanek mózgu udało nam się zastąpić dzięki technologii A.R.E.S. – Reske kontynuowała, pokazując wskaźnikiem ekran, na którym widniał mózg z wszczepionym bioprocesorem. – chip przejmuje niektóre funkcje mózgu, odpowiedzialne za procesy samodzielnego podejmowania decyzji, jednak jego podstawowym zadaniem jest uaktywnianie w sytuacjach wyjątkowych procesów obrony lub ataku...
- Przestań zanudzać – odezwał się Azazel ze swego telebimu. – Pokaż go w końcu!
- Dobrze – uśmiechnęła się Theresa, kiwając przyzwalająco głową na Emę – Pokaż.
Oto przed państwem „Cyberneticus Organismus”...
Otworzyły się drzwi do pokoju i cyborg ukazał się obecnym.
- Tomasz „Pierwszy” Kuehn – przedstawiła dziewczyna.
Wszyscy z niedowierzaniem przypatrywali się szczupłemu, ciemno ubranemu mężczyźnie. Widząc go, trudno było uwierzyć, że to w 97% maszyna.
- Miło mi znów państwa widzieć – powiedział. Nastąpiła chwila ciszy, którą przerwał Malinowsky:
- Powiedz nam, jak się czujesz?
- Wszystko jest takie dziwne, nowe... Chyba dobrze.
Chyba? – dociekał Aryman.
- Więc... dobrze. Nawet bardzo dobrze. Jestem szczęśliwy, że dzięki pani Collins znów żyję – powiedział, patrząc na Radnych. – Czuję się świetnie w nowym ciele, aczkolwiek żałuję, że udało się uratować jedynie mój mózg.
- Dziękuję, możecie wyjść – powiedział sucho Azazel. Reske i Kuehn opuścili pokój.
Kiedy Radni pozostali sami w sali, Theresa zapytała:
- Tato, o co ci chodzi?
- Rozumiem, że to prototyp. Wolałbym, żeby ten... cyborg nie miał uczuć.
- A to czemu?
- Teraz jest nieszkodliwy, pod naszą kontrolą i sprawia wrażenie zrównoważonego, ale boję się pomyśleć co będzie, gdy emocje wezmą górę...
- Jesteśmy na to przygotowani, w każdej chwili możemy go dezaktywować.
- Kto wie o projekcie? – zapytał nagle Patch.
- Oprócz nas, tylko ludzie pracujący nad Pierwszym. I miejmy nadzieję, że tak zostanie.
- Co zamierzasz dalej z nim zrobić? – zaciekawił się Matheas.
- Wszyscy myślą, że on nadal żyje. Nikt nie wie o wypadku w „Mietechu”; zresztą, Kuehn zawsze był typem samotnika. Jego znajomi myślą, że gdzieś wyjechał. Jak zawsze w wypadkach, gdy znikał na kilka dni. Więc po prostu wróci!
- Nie boisz się go wypuścić?
- Nie. Dzięki systemowi kamer zainstalowanych w newralgicznych punktach miasta, a także systemom naprowadzającym, możemy go zlokalizować w dowolnej chwili.
- Na wszelki wypadek – odezwał się Wiesław – utworzę dwie pięcioosobowe grupy, których jedynym zadaniem będzie „opieka” nad Kuehnem. Dzięki temu nasza kontrola nad nim będzie kompletna. Kto jest za?
Theresa ze złością spojrzała na męża. Miała wrażenie, że jej nie ufa. Jednak po dłuższym namyśle doszła do wniosku, że to dobry pomysł.
„Utworzenie tych oddziałów da im złudne wrażenie bezpieczeństwa. Myślę, że dzięki nim staną się panami sytuacji. I tu się mylą” – pomyślała, podnosząc także rękę.
- Sześć głosów za, jeden przeciw... Za tydzień przedstawisz nam raport dotyczący Pierwszego – rozkazał Malinowsky. Znów zainteresował się swoim długopisem.

IX

Późnowiosenne słońce stało w zenicie, gdy pod budynek firmy „Quite Good Dainties; Dell & Co” podjechała czarna furgonetka. Przez tylne drzwi samochodu wyszedł Pierwszy. Przystanął na chodniku i poprawił płaszcz. Kierując się w stronę wejścia, usłyszał krzyk:
- Uwaga! – kilka metrów od niego spadło wiadro. Brudna, pełna mydlin woda rozprysła się na wszystkie strony, ochlapując przechodniów. Przechodząca obok starsza kobieta z pieskiem zaklęła ordynarnie. Kuehn wzruszył ramionami i spojrzał w górę na dwóch mężczyzn, czyszczących okna gdzieś w okolicach dwudziestego piętra. Teraz wychylali głowy zza barierki podnośnika.
„Czy nie byłoby prościej zainstalować do mycia okien maszyny?” – pomyślał, ruszając w kierunku wejścia.
Wchodząc do środka, uruchomił znajdujący się w kieszeni wysokiej mocy zagłuszacz; w jednej chwili, w promieniu 20 metrów wysiadły wszystkie kamery, a zaniepokojony personel techniczny rozpoczął nerwową krzątaninę.
Kilka minut później, Beniamin Dell, miejscowy potentat handlu zdrową żywnością, kończył właśnie rozmowę telefoniczną z kontrahentem, gdy zza drzwi swego gabinetu usłyszał podejrzany hałas. Sfrustrowany, podszedł do wyjścia, by zawołać i z głębi serca opieprzyć ochroniarzy, gdyż w pracy nade wszystko cenił sobie spokój. Otworzył akurat na czas, by zobaczyć, jak jego ludzie umierają.
Szczupły, ubrano na czarny mężczyzna obrócił się powoli w jego stronę. Dell drżącymi rękami zatrzasnął drzwi i podbiegł do telefonu. Wybrał numer, ale był zdenerwowany i pomylił się. W głowie miał zupełną pustkę i czuł zbliżającą się śmierć. Kim był ten facet i czego chciał od niego?
Drzwi gabinetu wleciały do środka wraz z kawałkami futryny. Kuehn podniósł broń i wymierzył; laserowy celownik Glocka 75 zatańczył na twarzy Della.
Magnat przedstawiał żałosny widok; łzy płynęły po jego twarzy. Czuł, jak puszczają mu zwieracze.
- Proszę... Mam trójkę dzieci...
- Zaiste – powiedział cyborg – pańska żona może być z pana dumna. Pani Collins przesyła pozdrowienia – dodał, naciskając spust.
Przekroczył ciało grubasa i podszedł do biurka. Podniósł z blatu oprawioną fotografię Della w otoczeniu rodziny i przyglądał się jej przez chwilę z zainteresowaniem. Miał niewiele czasu; słyszał krzyki zaniepokojonych ludzi i zbliżający się po schodach stukot ciężkich, podkutych buciorów – musieli usłyszeć strzały.
Wyrzucił puste magazynki i przeładował broń. Zdążył schować się za biurkiem, gdy wpadli do gabinetu. Tuż nad jego głową ściana zakipiała odpadającym tynkiem i kawałkami boazerii, brzydko przefastrygowana długą serią z automatu. Cyborg odpowiedział ogniem, ledwie wychylając się zza biurka; musiał się spieszyć – któryś z nich mógł mieć granat.
Wyprostował się. Kule gwizdały i uderzały wokół niego, demolując pomieszczenie w koncercie destrukcji, a on nie pozostał ludziom dłużny i odpowiedział śmiercią. Odpowiadając ogniem, ruszył powoli w ich stronę niczym Anioł Zniszczenia. Strzelał niczym snajper: szybko, pewnie, bez emocji, nie myśląc i nie czując, bo nie było na to czasu. I nagle zostało ich już tylko dwóch: on i wielki facet z mauserem; przerażony, bo nie miał już naboi. Amunicja skończyła się im obu w tym samym momencie, ale tamten o tym nie wiedział. Przez chwilę długą jak wieczność patrzyli na siebie w milczeniu, a gęsty dym unosił się wokół nich.
Kuehn z uśmiechem wymierzył w kolesia. – Bam! – powiedział. Facet uciekł.
Cyborg szybko ocenił sytuację. Słyszał nadjeżdżającą windę. Za oknem, gdzieś daleko w dole, wyły policyjne syreny – droga w dół była odcięta. Wyjrzał przez okno: tuż pod sobą, kilkanaście metrów niżej, ujrzał dwóch czyścicieli okien. Nie namyślając się wiele, chwycił stalową linę dźwigu i szybko opuścił się po niej na platformę.
- Cześć – powiedział, widząc ich zdumione spojrzenia. Jeden z nich cofnął się i niechcący potrącił kubeł z mydlinami. Kuehn spokojnie wszedł przez otwarte okno; zarządzono już ewakuację i zbiegając po schodach zdołał wtopić się w tłum spanikowanych ludzi. Wraz z innymi opuścił wieżowiec, by zniknąć w tłumie przechodniów...

+++

- Wystarczy – powiedziała Theresa. Collins stała wraz z Reske, przyglądając się wirtualnemu testowi, jaki przechodził Pierwszy. Reske wstrzymała symulację i Kuehn zamarł w bezruchu na ekranie laptopa.
Obraz wirtualnego miasta znikł, zastąpiony kolorowym wygaszaczem ekranu. Obie kobiety obserwowały teraz Pierwszego; Kuehn unosił się bezwolnie, umieszczony w wielkim pojemniku, wypełnionym jakąś cieczą. Widząc, jak lekarze odłączają go od skomplikowanej aparatury, Ema stwierdziła:
- Moim zdaniem, zdał na piątkę.
- Może, jednak nie ufam tym testom. To zaledwie skomplikowana symulacja komputerowa. Wolałabym, żeby sprawdził się w prawdziwej akcji.
- Dobrze, proszę pani – odparła Reske. – Przygotować go?
- Nie, jest jeszcze za wcześnie. Poza tym, jutro wraca do domu – powiedziała, udając się w kierunku drzwi. Przystanęła na chwilę – Emo...
- Tak?
- Od jutra będziesz oficjalnie narzeczoną Pierwszego...
Zaskoczona Reske upuściła laptopa.
- ... i zamieszkasz u niego.

C.D.N.

tekst Krystian P., korekta Marek G.

1 komentarz: