poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Cyber Mess 2113 - cz. 5

Piąta część Cyberopowieści. Na grafice jedna z potencjalnych okładek  do opowiadania z 1999 roku. To były czasy... :)

0


Łup-łup – biło mu serce. Jak zawsze przed walką. Setki godzin spędzonych w sali ćwiczeń pozwalało opanować reakcje, ale strach pozostawał. Zresztą, w ciągu lat swego niebezpiecznego życia zdołał się do niego przyzwyczaić i nawet go polubić. Lęk, obawa przed nieznanym, stanowiły dla niego pewnego rodzaju wyzwanie, motywowały go i sprawiły, że nauczył się cenić życie... gdy wokół było tak wiele śmierci.Łup, łup – biło mu serce.
Winda towarowa zatrzymała się z lekkim szarpnięciem.
Boisz się? To dobrze, przynajmniej czujesz, że żyjesz.
Drzwi windy otworzyły się i zaskoczony Kuehn przez kilka nanosekund wpatrywał się w groteskowy korpus mechanicznego mordercy. Przez głowę Toma przebiegła absurdalna myśl. „Boże – pomyślał – przecież on nawet nie ma oczu”.
Pająkowate ramię śmignęło w jego kierunku i uderzyło go w pierś. Człowiek osunął się po ścianie windy, czując ból pogruchotanych żeber. Uderzając o ścianę kabura wraz z Glockiem stworzyły nowy ośrodek cierpienia. Otwartymi ustami łapał powietrze – ból nie pozwalał oddychać. Gdzie karabin? Uniósł głowę. Robot stał nad nim nieruchomo: wielki i zwycięski.
Broń była za daleko, jedyną możliwością obrony był pistolet.
Zaatakowali równocześnie – człowiek i maszyna. Pociski trafiły w pancerz korpusu. Wzmocnione stalą pociski z wizgiem rykoszetowały po pancerzu robota. Bezradnie, nieszkodliwie. I kiedy robot nachylał się nad nim, mierząc szponowatymi palcami w jego twarz, a on wrzeszczał i strzelał, strzelał i wrzeszczał – i wszystko nadaremnie – już wiedział, że przegrał. Zemdlał, ale straszliwy ból masakrowanych oczu przywrócił mu na chwilę przytomność. Na szczęście zemdlał znowu.

+++

Automat podniósł upuszczonego Glocka, a długie, chwytne „palce” jego lewego ramienia zacisnęły się na głowie nieprzytomnego Kuehna. Bucząc serwomotorami opuścił windę, gdy przez wyjście ewakuacyjne wpadli ochroniarze. Od razu, błyskawicznie jak na ćwiczeniach, zajęli pozycje. Widząc Kuehna, nie strzelali. Tylko czerwone nitki laserowych celowników niespokojnie omiatały człowieka i maszynę.
Wieczór był chłodny, płytę lądowiska smagał zimny, porywisty wiatr. Dowódca westchnął. Gdzieś daleko stąd był normalny świat, byli ludzie, którzy na niego czekali i o niczym nie mieli pojęcia. A tymczasem on był tu i musiał podjąć decyzję.
„Jezu – pomyślał, patrząc ze zgrozą na skrwawionego człowieka – co on mu zrobił?!”
- Centrala, robot ma Kuehna. Jakie instrukcje? – powiedział do interkomu. Urządzenie milczało przez kilka sekund.
- Zniszczyć robota – usłyszał po chwili w słuchawce.
- Proszę powtórzyć..
- Zniszczyć pieprzonego robota – w słuchawce rozległ się głos Theresy Collins.
- Słyszeliście, panią Collins, chłopcy... – dowódca przygryzł wargi. – Salwą ognia!
Huraganowy ogień zmasakrował ciało Kuehna i uderzył w droida. Siła ataku wielkokalibrowych „Spencerów” rzuciła ich do tyłu w marionetkowym tańcu; spleceni w uścisku, runęli z dachu w kilkudziesięciometrową otchłań.

+++

Tymczasem na setnym i zarazem ostatnim piętrze przeznaczonym na osobiste apartamenty i biuro szefa „Elity”, grupka ludzi zebranych wokół monitora oglądała scenę rozgrywającą się na kondygnacji „Mietechu”.
Theresa Collins siedziała wygodnie w swoim fotelu paląc któregoś z kolei papierosa. Z kamienną twarzą obserwowała, jak obydwa ciała spadły na chodnik. Z uwagą przyglądała się jak upadającemu robotowi zacina się palec na spuście, a pociski szatkowały ciało Kuehna.
- Angela! – zwróciła się do sekretarki przez videofon. – Wyślij lekarzy i oddział Beta, niech posprzątają.
- Proszę pani? – zwróciła się do Theresy młoda kobieta w białym kitlu, siedząca przed biurkiem szefowej.
- Tak, Emo?
- Co się stanie z ciałem strażnika?
- Nic. Masz jakieś propozycje?
- Można by spróbować wykorzystać je w „Projekcie-01”...
Collins powoli zaciągnęła się papierosowym dymem. W duchu uśmiechnęła się.
- Angelo, przekaż ciało Kuehna doktor Reske.
- Tak, proszę pani.

V

Theresa Collins zapaliła kolejnego papierosa. Szybkobieżna winda cicho sunęła na dół, a Theresa, patrząc na migające na panelu cyferki, czuła, jak żołądek podjeżdża jej do gardła. Zdecydowanie nie lubiła wind szybkiego ruchu. Dźwig zatrzymał się na poziomie 4.
Idąc korytarzem, mijała liczne pokoje w których pracowali ludzie związani z „Projektem-01”. Powietrze laboratorium drażniło szpitalną wonią środków antyseptycznych. Theresa zatrzymała się przed pokojem oznaczonym numerem 11. Rzuciła papierosa na podłogę i zdusiła niedopałek obcasem. Weszła do środka. Nie zwracając uwagi na pracujących, szybkim krokiem przeszła do następnego pokoju, gdzie przywitała ją Reske.
- I jak? – zapytała Collins.
- Możemy zaczynać – oświadczyła Ema. Głos drżał jej lekko. – Proszę dać tylko znak.
Jednak Theresa nie odpowiedziała. Wolnym krokiem zbliżyła się do stołu, na którym leżał człowiek. A właściwie – już nie człowiek... Przerażająca hybryda ciała i metalu. Jej umysł z chłodną uwagą analizował każdy kawałek cybernetycznego ciała. Lekko dotknęła jego klatki piersiowej. Poczuła się dziwnie, niemal jak Bóg, tworzący swojego człowieka, istotę słabą i nieporadną, w którą miano tchnąć życie...
„Witaj mój Adamie - Pierwszy” – pomyślała.
- Zaczynamy – rozkazała, podchodząc do młodej uczonej. – Rozpocząć procedurę inicjacyjną.
- Proszę opuścić pokój – rozległ się głos z głośnika.
Theresa wraz z Emą i kilkoma technikami przeszli do sąsiedniego pomieszczenia, gdzie znajdowała się cała aparatura. Stanęła tuż za mężczyznami obsługującymi komputery. Zauważyła, że oddział „piąty” zajął miejsce tuż za przeszklonymi drzwiami.
Czując dłoń Collins na swoim ramieniu, biocybernetyk siedzący przed komputerem uruchomił program, po czym wraz z innymi wstrzymał oddech. Stroboskopowe światła alarmowych syren omiatały w ciszy ich twarze smugami czerwieni i błękitu... Nic się nie wydarzyło.
- Co się stało? – technik drgnął, usłyszawszy głos szefowej.
- Nie mam pojęcia, wszystko działa bez zastrzeżeń...
- Sprawdź wszystko dokładnie!
Programista posłusznie wpisał kilka komend do komputera. Po chwili stwierdził zdziwiony:
- Komputer nie znalazł żadnych błędów.
- Cóż, wyłącz go – po czym zwróciła się do reszty zebranych – Za pół godziny chcę mieć szczegółowy raport z całego zajścia.
Ludzie wrócili do swojej krzątaniny. Collins, wraz z kilkoma współpracownikami weszła do drugiej sali.
Do ciała jako pierwszy dotarł młody lekarz i to on zobaczył, jak powieki cyborga drgnęły – lekko, prawie że niezauważalnie. Nie dowierzając sobie, pochylił się nad ciałem. „Pierwszy” otworzył oczy.
Zimna, metalowa dłoń maszyny chwyciła go za twarz, tak szybko i niespodziewanie, że aż drgnął. Lekarz wrzasnął, przeraźliwie i nieludzko, krzykiem, którym zmroził krew wszystkim obecnym, gdy dłoń zacisnęła się na jego czaszce, a potem zacisnęła jeszcze mocniej, i kości puściły z ohydnym chrupnięciem, siejąc krwią i mózgiem.
- Jezu – wyszeptała Ema.
A Pierwszy już ją dostrzegł. Błyskawicznie obrócił się w jej stronę i skoczył. Ale ludzie z „piątego” po pierwszym szoku doszli już do siebie i rozpętało się piekło. Komandosi otworzyli ogień do cyborga. Wzmocnione stalą pociski rzuciły maszyną na przeciwległą ścianę, tłukąc śmiercionośnym gradem, siejąc wokół kawałkami szkła, drewna i metalu, wzniecając chmury gipsowego pyłu, zmieniając laboratoryjne automaty w dymiący złom.
Reske, widząc powaloną bezradnie maszynę, pospiesznie wykrzyczała:
- Nie strzelać w głowę!
Strażnicy, słysząc rozkaz przerwali ogień i ogłuszająca kanonada umilkła. Sterylne przed chwilą laboratorium przypominało teraz istne pandemonium; wszystko ginęło w duszących kłębach pyłu, dym wirował powolnymi smugami. Tę chwilę wykorzystał Pierwszy; pozornie nieszkodliwy, niespodziewanie zerwał się i rzucił na najbliższego ochroniarza. Potężny cios nabił człowieka na kikut lewego ramienia cyborga; szamoczący się nieszczęśnik przypominał przez chwilę upiornego motyla.
Strażnicy bez rozkazu otworzyli ogień, strzelając aż do wyczerpania magazynków.
Collins z zaciekawieniem spoglądała na Reske, która podbiegła do zniszczonej maszyny. Młoda uczona zaczęła krzyczeć.
- Ratujcie mózg!
Collins skinieniem głowy dała znak i zespół techników pospiesznie zabrał się do roboty.

VI

Po zawarciu umowy z Collinsem, Pit przez następne dni załatwiał formalności związane z powrotem do domu. Po załatwieniu najważniejszych spraw, spakował swoje rzeczy i udał się do Chojnic. Tam czekał już na niego apartament na osiedlu Budowlanych. Dobrze, że nie sprzedał mieszkania po rodzicach. Osiedle przypominało mu dawne czasy – tu się wychował.
Po przybyciu na miejsce zostawił bagaże w pokoju i po szybkim lunchu ruszył pospiesznie do „Come-inu”. Popularna dyskoteka mieściła się poza miastem, w olbrzymiej hali. Oprócz klimatów rasowego techno i new rocka, klub słynął z łatwego i szybkiego dostępu do internetu. Porozstawiane tu i ówdzie komputery cieszyły się sporą popularnością wśród miejscowej cyberkultury. „Come-in” był także popularnym w okolicy miejscem spotkań wszelkiego rodzaju hackerów, crackerów i freackerów z całej Polski, nierzadko też z zagranicy.
Na twarzy Pita pojawił się uśmiech, gdy jego ford, wolno tocząc koła wjechał na zatłoczony parking. Dość szybko dojrzał ostatnie wolne miejsce, po czym ruszył w tamtą stronę. Z wyciem silnika przemknęła obok niego siwa Toyota.
- Uważaj kretynie! – wrzasnął.
Krew go zalała, gdy zobaczył, że właściciel Toyoty parkuje na jego miejscu. Z auta wyszli jakiś młokos i dziewczyna. Kiedy przechodzili obok forda, chłopak powiedział:
- Frajer.
Dziewczyna z uśmiechem pokazała mu palec.
Pit zaklął niecenzuralnie i z piskiem opon wycofał samochód. Zaparkował kilkadziesiąt metrów dalej. Po chwili stał wściekły pod drzwiami klubu, gotów odszukać gówniarza i dać mu wycisk. Wejście blokował potężny ochroniarz, z niebiesko-zielonym smokiem wytatuowanym na łysej czaszce. Uśmiechnął się promiennie.
- Witaj Pit! – wyciągnął do niego rękę.
- Wasyl! Kopę lat! – dłoń Pita zniknęła w niedźwiedzim uścisku olbrzyma. Wszedł do środka, nie zwracając uwagi na gwizdy niezadowolonego „komitetu” kolejkowego.
Rozejrzał się. „Nic się nie zmieniło” – pomyślał. Wnętrze hali dudniło najnowszym przebojem „Criminal Age” – modnej ostatnio kapeli ze Śląska. W rytmie utworu kołysało się i wyginało rytmicznie kilkuset młodych ludzi. W sali unosiły się gęste opary sztucznej mgły i dymu, fastrygowane neonowymi błyskami laserów i hologramowych projekcji. Zwinnie ominął kilku gości i zajął jeden z niewielu wolnych terminali komputerowych. Odpalając komputer, doszedł do wniosku, że to jeden z wolniejszych modeli, z jakimi miał do czynienia. Cóż, nie każdy miał dostęp do najnowszego sprzętu.
Dzięki kilku hackerskim sztuczkom włamał się do komputera KG Policji. Zaczął przeglądać pliki, poszukując właściciela siwej toyoty z rejestracją „GREGOR”.
Grzegorz Malinowsky – wyszeptał, gdy na ekranie pojawił się wizerunek właściciela auta. Zatarł dłonie. „Nazwałeś mnie frajerem... No, to zobaczymy” – pomyślał, kiedy zdjęcie Malinowsky`ego zamieniał z portretem, poszukiwanego w Europie listem gończym Macieja Nowaka. Gość był poszukiwany w sprawie handlu narkotykami i wielokrotnych zabójstw dokonanych ze szczególnym okrucieństwem. Pit, przeglądając jego dossier, zagryzł wargi i omal nie parsknął śmiechem. Facet wyglądał na psychola.
Po zakończeniu operacji zamknął pliki, wyjął komórkę i wstukał kilkucyfrowy numer.
- Komenda Główna Policji, słucham?
- Chciałbym zgłosić, że w dyskotece „Come-in” przebywa poszukiwany przez was Maciej Nowak – powiedział, zmieniając barwę głosu.
- Mam nadzieję, że to nie kolejny głupi żart... Za chwilę będziemy, proszę podać swoje dane...
Jednak Jansson zerwał już połączenie. Na komputerze wybrał linię dyskotekowego „czata”. Kiedy pojawiło się zapytanie o „nicka”, postanowił wpisać to najbardziej znane: KOORGAN.
KOORGAN: Jest ktoś żywy w tym prymitywnym systemie?
Chwila oczekiwania...
MINDCRACKER: Chrzanisz, chłopie! Koorgan nie zgłasza się od miesięcy...
J-23: Złaź z linii, gościu! Koorgan się wycofał.
PSYLOCKE: Jeśli to ty mistrzu, to udowodnij.
Pit uśmiechnął się. „Chcecie magii? No to macie!”
KOORGAN: Oto świadectwo prawdy, wy niewierne Tomki w „Come-inie”...
Kilkoma posunięciami wszedł do systemu komputerowego klubu. Chwilę później stroboskopowe błyski laserów utworzyły na ścianie klubu olbrzymi napis: KOORGAN. Dzikie rytmy „Criminal Age” ucichły, a ich miejsce zastąpiły dostojne takty „Tańca z szablami” Chaczaturiana. Po kilkunastu sekundach wszystko wróciło do normy.
FIRESURFER: Jezu! Przyjaciele! Bóg jest z nami! Alleluja!
Pit kątem oka dostrzegł, jak nieco dalej jakiś chudy jak szkielet chłopak klęczy przed komputerem w modlitewnej pozie.
MINDCRACKER: Ja, Mindcracker, padam do mikrostyków!
PSYLOCKE: Koorgan, chcę mieć z tobą dziecko!
KOORGAN: A jeśli jestem kobietą?
PSYLOCKE: No to adoptujemy!
Pit parsknął śmiechem. Minuty upływały na rozmowie, gdy nagle na ekranach terminali pojawił się napis:
STRAŻNIK: Wiać, panie i panowie! Gliny w klubie!
Hackerzy pospiesznie zaczęli zamykać nielegalne pliki. Pit spokojnie obrócił się na krześle, obserwując kilku tajniaków, którzy przeciskali się przez tłum. Policjanci z uwagą obserwowali bawiących się ludzi. Światła dyskoteki zamrugały nagle, by po chwili skupić się na zdezorientowanej parze młodych.
- Mamy go! – dowódca rozpoznał w chłopaku faceta, którego, jak mniemał, dość intensywnie poszukiwały specjalne komórki Interpolu.
Policjanci sprawnie przedarli się przez tłum i dość brutalnie skuli Malinowsky`ego. Ten oszołomiony słuchał, jak stojący nad nim tajniak recytuje mu standardową formułkę:
- Macieju Nowak, jest pan aresztowany. Wszystko, co pan od tej chwili powie, może być użyte przeciwko panu w sądzie... Jeśli nie stać pana na adwokata, zostanie panu przydzielony obrońca z urzędu – dokończył glina z uśmiechem zadowolenia.
Dziewczyna chwyciła policjanta za ramię.
- Co tu się dzieje? Proszę puścić mojego chłopaka!
- To pani chłopak? – zdziwił się glina.
- Tak, co w tym dziwnego?
- A zatem pani też pojedzie z nami – ruchem ręki wskazał, by poszła pierwsza.
Publiczność wróciła do zabawy, gdy z tysiącwatowych głośników popłynęły hipnotyczne takty „Yoda Curse”, najnowszego hitu kapeli „Fremen”.
Usatysfakcjonowany Pit wrócił na linię. Niecałe pół godziny później usłyszał sygnaturkę swojej komórki.
- Jansson, słucham?
- Tu Collins. Przepraszam że przeszkadzam, ale muszę cię prosić o przysługę…
- Tak?
- Moją córkę zatrzymała policja. Tak się składa, że nie mogę jej odebrać...
- Gdzie dostarczyć przesyłkę?
- Do jej nowego apartamentu na Budowlanych 1.
- Co za zbieżność, ja mieszkam w dwójce.
- Kto powiedział, że zbieżność. Musisz być blisko niej.

+++

Pit z lekką obawą wszedł do komisariatu Komendy Głównej Policji w Chojnicach. Nie był to strach, raczej podświadoma myśl, że kiedy będzie stąd wychodził, zmieni się całe jego życie. Drgnął i obrócił się, czując na barku czyjąś dłoń.
- Laska!
- Jansson! Co ty tu robisz? – komendant mocno uścisnął mu dłoń.
- Tomek, stary druhu... Przyjechałem po kogoś.
- Panie komendancie – podszedł do nich posterunkowy – telefon do pana.
- Kto?
- Radny Collins.
- Już idę. Chodź Pit, porozmawiamy u mnie.
Chwilę później komendant Tomasz Laska i jego gość zasiedli przy stylowym, mahoniowym biurku. Laska włączył videofon.
- Słucham, o co chodzi?
- Dzwonię w sprawie mojej córki. Otrzymałem wiadomość, że została przez was zatrzymana...
- Tak, zatrzymaliśmy ją w celu złożenia zeznań. Była mała awantura w „Come-in”...
- Rozumiem, iż sprawa wyjaśniła się?
- Oczywiście, panie Collins. Zaszło małe nieporozumienie.
- Nie mogę odebrać jej osobiście, więc posłałem po nią jej nowego ochroniarza, Pita Janssona. Proszę powierzyć mu Issę.
- Tak, panie Collins, Jansson właśnie jest u mnie.
- Dziękuję, panie komendancie. Do usłyszenia.
Laska wyłączył urządzenie i potarł twarz zmęczonym gestem człowieka, który nie spał przez ostatnie 48 godzin. Uważnie spojrzał na Janssona.
- Ochroniarz, co?
- Wiesz, jak to jest. Brak kasy.
- Szczepański – zawołał komendant do interkomu. – Przyprowadź pannę Collins.
- Tak jest.
- Więc wstąpiłeś do „Elity”? – Laska wciąż przyglądał się przyjacielowi.
- Co to, to nie. Pracuję tylko dla Collinsa, jestem ochroniarzem jego córki, nic więcej... Dokładniej, to moje pierwsze zadanie. Dopiero poznam pannę Collins.
W tym momencie rozległo się pukanie. Jansson obrócił się w kierunku drzwi. Przed sobą zobaczył młodą dziewczynę, ubraną w mini i błękitną, obcisłą bluzeczkę. Blond włosy, ułożone zgodnie z najnowszą modą, idealnie współgrały z rysami jej twarzy... Twarzy o rysach nieszczęśliwego anioła. Dziewczyna miała nogi do nieba i była piękna.
Pit uśmiechnął się lekko widząc dziewczynę, z którą bawił się Grzegorz Malinowsky. Issa zaczerwieniła się. Momentalnie i mocno. Z zaskoczeniem rozpoznała frajera, któremu zabrali miejsce na parkingu.

C.D.N.

tekst Krystian P., korekta Marek G.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz